noszenie dzieci, rodzicielstwo bliskości, karmienie naturalne

Codzienność mamy dwóch, czyli chustonoszenie w naszej rodzinie

Odkąd zostałam mamą i zaczęłam nosić swoje dzieci, usłyszałam bardzo wiele opinii na temat chustonoszenia. Poza standardowymi komentarzami o tym, że niepotrzebnie przyzwyczajam dziecko do noszenia (tak jakby nie przyzwyczaiło się przebywając przez 9 miesięcy w moim brzuchu) albo że dziecko nigdy ze mnie nie zejdzie (powiedzcie mojemu 2-latkowi, żeby trzymał się mojej nogi lub pleców, zamiast chodzić własnymi ścieżkami, prooooszę 🙂 ), dość powszechna jest opinia, że chustonoszenie to nowa moda i nic więcej. Gdy słyszę coś takiego, budzi się we mnie lwica.

Gdyby nie chusty, nie wiem, jak bym przetrwała jako matka swoich dzieci – bardzo mądrych istot, które od zawsze wiedziały, że bliskość fizyczna z kochającymi ich ludźmi jest kluczowa dla ich rozwoju i dlatego od samego początku swojego życia po tej stronie brzucha głośno dopominały się zaspokojenia swoich naturalnych potrzeb.

20121028-IMG_8132-full.Bycie rodzicem jednego dziecka daje zwykle spore pole do manewru, jeśli chodzi o sposoby zaspokojenia jego potrzeby bliskości. Teoretycznie można z nim przeleżeć przez większość dnia w łóżku, można huśtać się z nim w hamaku, można nosić na rękach itd. Jeśli jednak w rodzinie pojawia się więcej dzieci, szczególnie przy małej różnicy wieku między nimi, sprawy mogą się skomplikować.

Błędem jest oczekiwanie od noworodka, że spędzi większość dnia samotnie w łóżeczku. To nie leży w ludzkiej naturze. Jako ssaki należące do grupy tzw. noszaków zostaliśmy stworzeni do dojrzewania w bliskości z rodzicem. Od zarania dziejów ludzie nosili dwoje dzieci przy sobie i z nimi spali, bo tylko taki sposób opieki zapewniał maluchom bezpieczeństwo. Wózki weszły do powszechnego użycia dopiero na początku XX wieku. Być może w toku dalszej ewolucji zmienią się wrodzone potrzeby naszego gatunku, ale, póki co, każde dziecko ludzkie rodzi się z oczekiwaniem bliskości.

Bliskość opiekuna oznacza dla dziecka bezpieczeństwo. Przez kontakt fizyczny wzmacniamy w dziecku tzw. ufność bazalną (koncepcja Ericka Eriksona), która jest podstawą budowania zaufania między dzieckiem a rodzicami, a w przyszłości procentuje w postaci zaufania do otoczenia i do własnej osoby.

Nasze dzieci z pewnością miały duże oczekiwania 🙂 I o ile z jednym dzieckiem jakoś bym sobie pewnie dała radę bez chusty, o tyle nie wyobrażam sobie naszego życia bez chusty po pojawieniu się drugiego syna.

W moim przypadku noszenie w chustach nie miało nic wspólnego z modą. To był mój sposób na odnalezienie się w nowej wersji mojego życia – najpierw z jednym dzieckiem, a potem z niespełna dwulatkiem i noworodkiem. Obaj bardzo mnie potrzebowali, a ja urodziłam się niestety niedoskonała, bo tylko z dwiema rękami 😉 Po urodzeniu drugiego syna spotkałam się jako matka z nowymi wyzwaniami:
– Jak uśpić nieodkładalne niemowlę, jeśli energiczny starszak chce mi w tym towarzyszyć?
– Jak przygotować jedzenie, jeśli dziecko nie daje się odłożyć? Kiedy starszy syn był niemowlęciem, jadłam byle co i byle jak, bo nieustannie podnosił alarm, ale za drugim razem miałam dodatkowo starszaka do nakarmienia. Trzeba było to jakoś ogarnąć.
– Jak uczestniczyć w zabawach na placu zabaw ze starszakiem, jeśli młodszy akurat chce spać?
– Jak odprowadzić starszaka do przedszkola, jeśli młodsze dziecko jeszcze nie chodzi? itd.

20120917-20120917-IMG_1085

Mój 2-latek do tej pory jest przeze mnie noszony przy różnych okazjach, najczęściej związanych z wizytami w przedszkolu lub wyskoczeniem gdzieś w biegu, kiedy nie mam możliwości czasowych, by negocjować z dzieckiem, by zechciało pójść w tę stronę, w którą ja zmierzam 🙂 Tak załatwiamy m.in. wypady na pocztę czy do fryzjera 😉

Nie wyobrażam sobie również naszych nadmorskich wakacji, kiedy każdego dnia przedzieraliśmy się przez piaszczystą plażę z dziećmi i wszystkimi klamotami. Nasze nosidła sprawdziły się jak nic innego.

20140807-IMG_7883.

Sprzęt do noszenia to również nieodzowna część wszelkich wycieczek – do lasu, do zoo, do znajomych mieszkających nieopodal. Kiedy małe nóżki się zmęczą, dziecko ląduje na plecach rodzica. Nierzadko zdrzemnie się w międzyczasie i po kwadransie jest gotowe do dalszych atrakcji. Szczęśliwy rodzic, szczęśliwe dziecko 😉

20140811-IMG_8554.

W naszej rodzinie noszenie ma aspekt czysto praktyczny – zwyczajnie ułatwia nam życie. Oczywiście jest ono również zgodne z naszymi przekonaniami odnośnie do roli bliskiej więzi fizycznej w rozwoju dziecka. Wszyscy czerpiemy z tego RADOŚĆ. Wszak przytulania nigdy nie za wiele 🙂

IMG_20131210_124122-2.

Follow my blog with Bloglovin


Related Posts

Nosidło dla dzieci Storchenwiege Babycarrier

Nosidło dla dzieci Storchenwiege Babycarrier

Jeśli jesteście na etapie wyboru pierwszego nosidła dla swojego dziecka, przeczytajcie koniecznie o niemieckim nosidle Storchenwiege Babycarrier (model produkowany od 2015 roku). Dzieci zaczynają być noszone na różnym etapie wiekowym. Duża część rodziców sięga po chusty tkane, które są narzędziem najbardziej uniwersalnym, świetnie sprawdzającym się […]

Jak wybrać pierwszą chustę do noszenia dziecka?

Jak wybrać pierwszą chustę do noszenia dziecka?

Jest decyzja – chcesz spróbować! A nuż się okaże, że noszenie w chuście jest fajne i na dodatek ułatwi Wam życie. Jak wybrać pierwszą chustę? Jakimi kryteriami kierować się przy wyborze? Na rynku działają dziesiątki firm produkujących chusty do noszenia dzieci, a ceny mieszczą się […]



  • Ja kupiłam chustę bo moja córcia nie chciałam w ogóle leżeć w wózku bo strasznie ulewała więc jedyną opcją była chusta. w niej spała pięknie a ja ją miała pod ręką. Teraz jak jestem mamą drugiej córki chusta pomagałam mi w spacerach czasem jedną miałam w chuście a druga w wózku lub chodziła sobie przy mnie, ale dwie ręce wolne 🙂

    • Patrycja (Chustodzieciaki)

      Oj, tak! Będąc mamą, docenia się każdą chwilę, gdy ręce są wolne 🙂 Człowiek wtedy tyle może! 😉

  • amanda

    Witaj! Jestem mamą półrocznej Lilki i zaczynamy właśnie etap noszenia w ergonomikach. Jak to ułatwia życie, i jakie to przyjemne! 😉 Będąc w ciąży bardzo chciałam po urodzeniu nosić w chuście, ale zniechęciłam się myśląc, że za dużo z tym „roboty” i jeśli nie pójdę na jakiś kurs chustonoszenia (które odbywają się tylko w większych miastach) to sama nie ogarnę techniki. I tak pomysł z chustami umarł śmiercią naturalną. Teraz ta fascynacja trochę się odrodziła, min przez takie blogi jak Twój, i jestem już pewna że spróbuję chustonoszenia przy drugim dziecku. Pozdrawiam! 🙂

    • Patrycja (Chustodzieciaki)

      Trzymam kciuki! 🙂 Grunt to się uprzeć i znaleźć dobrą pomoc – jeśli nie na żywo, to w internecie. Pozdrawiam również!

  • Karolina

    A mój syn nigdy nie dał się „uwięzić” w żadnej chuście, nienawidził być krępowany… Nie znosił bezruchu (w wózku spacerowym chciał siedzieć pod warunkiem, że wózek nie stał w miejscu), nie wytrzymywał na rękach 🙂 Od urodzenia 🙂 Uwielbiał swój duży wózek głęboki – tam mógł swobodnie machać nogami i kosz Mojżesza w domu – tam też mógł wykonywać swoje ćwiczenia i jednocześnie być blisko nas… Dziś ma 9 lat i trenuje gimnastykę sportową. Są i takie dzieci, które nigdy nie zaakceptują chust, nosideł, siodełek rowerowych itp. bez względu na starania rodziców 😉

    • Pewnie, że są takie dzieci, zgadzam się 🙂 Zwykle ma to jakąś swoją przyczynę, której już pewnie nie poznamy, bo minęło w końcu 9 lat od czasu, kiedy Pani syn był noworodkiem 🙂 Inna rzecz, że 9 lat temu nie było w Polsce ani takich chust jak dziś, ani wiedzy o tym, jak nosić z komfortem dla siebie i dziecka. Fajnie, że poradzili sobie Państwo bez tego, bo skoro syn bez frustracji reagował na wózek, to rozumiem, że nie było konieczności, by go dużo nosić. Dzieci rzeczywiście bardzo się różnią pod tym względem i mogą mieć różne potrzeby. Pozdrawiam ciepło 🙂

  • Ha u mnie jest podobnie. Noszę bo bardzo mi to ułatwia funkcjonowanie z córkami, miedzy którymi jest 2,5 roku różnicy. Nie wiem jak ogarnęłabym to bez chust czy nosideł. Pewnie jakoś, ale… dzięki temu jest mi po prostu łatwiej a z ułatwiających życie zdobyczy korzystam w ciemno! Tutaj natomiast jestem pod wrażeniem noszenia starszaka. Wiem, może to tendencyjne, ale… nie jest ciężko? 🙂

    • 🙂 Nie było ciężko. Mieliśmy dobry sprzęt 🙂 Wygodniej mi z nosidłem niż noszeniem dziecka „na barana”, a to ostatnie przecież widać na ulicach dość często.
      Nasze okazje do noszenia starszaka były głównie wakacyjne.


%d bloggers like this: